Boxset „Oh by the Way” to podsumowanie pracy Pink Floyd w studio – czternaście albumów nagranych przez Brytyjczyków na przestrzeni czterech dekad to niewątpliwie kawał historii, ale przede wszystkim duża dawka świetnej muzyki. Nie chcę jednak pisać tu o warstwie muzycznej, ale o tej fizycznej, w końcu to kolekcjonerskie wydanie (głównie) dla największych fanów.

Całość zapakowana w pudełko z cienkiego kartonu z dwiema wersjami okładek – jedna ma wizerunki Gilmoura i Wrighta, druga Watersa i Masona. Obie różnią się też szczegółami, jak kolor wina i tapet, przedmiotami na stoliku, instrumentami pod obrazami (każdy muzyk ma oczywiście ten, którego używa[ł]). Pod nim właściwe pudło już z grubego, ładnie wykończonego i ozdobionego kartonu, funkcjonuje podobnie jak pudełka na zestawy płyt winylowych (dwie części – dolna przedstawia wodę, górna zachmurzone niebo). Krążki zapakowane w repliki winylowe, część w pojedyncze koperty, część w rozkładane digipaki (zależy od oryginału). Jakość wykonania jest dobra, ale miejsca sklejenia kopert pozostawiają trochę do życzenia – po prostu nie trzymają się wystarczająco dobrze, i przypuszczam, że gdybym wyjmował i oglądał je dość często, po prostu by się rozkleiły. Chciałbym też zwrócić uwagę na „Obscured by Clouds” – co prawda nie widziałem wydania winylowego, ale replika jest z bardzo cienkiego papieru, który nawet przy nieostrożnym wyjmowaniu płyty może się podrzeć.

Do części płyt dołączone są materiały dodatkowe, które znalazły się w wydaniach oryginalnych, takie jak dodatkowe koperty z nadrukami, pocztówki, naklejki.

Smuci brak konkretnych materiałów dodatkowych, jak na przykład album z demami (wytknięto to w chyba w każdej recenzji, jaką czytałem), DVD czy choćby CD z wywiadem z członkami zespołu, na temat tego (bądź co bądź, szczególnego) wydawnictwa. Jedynymi „bonusami” są dwie podkładki pod szklanki z nadrukowanymi obiema okładkami boksu, i plakat, wykonany specjalnie na potrzeby „Oh by the Way”, przez wieloletniego współpracownika Floydów – Storma Thorgerson’a.

Właściwe płyty – czyli rzecz zdaje się najważniejsza (to wydanie kolekcjonerskie, więc waga elementów jest oczywiście względna), są również wykonane w postaci replik, zawierają nadrukowane wszystkie informacje, które miały oryginały – m.in. prędkość odtwarzania. Jakość nagrań jest bardzo dobra, „The Piper at the Gates of Dawn” jest nawet w tej wersji, która okazała się w limitowanej edycji albumu z okazji czterdziestolecia premiery. Reszta płyt, za wyjątkiem „The Division Bell”, to również remasterowane edycje, które naturalnie brzmią dobrze, ale podobno nie aż tak, jak wydane kilka lat wcześniej japońskie edycje.

Reasumując, jeżeli cenisz muzykę Pink Floyd, a ściągnięte flacyki albumów Ci nie wystarczają, warto zastanowić się nad zakupem tego setu. Wygląda fajnie, dobrze brzmi, cenowo też „nie zdziera” – przy obecnej cenie ~650zł, cena za jeden album wynosi ~47zł, cena za jeden krążek ~41zł, więc wychodzi taniej, niż kupowanie płyt osobno. Ponadto, wydawnictwo jest w limitowanym nakładzie (chociaż ciągle je widzę na aukcjach, w sklepach).

Muzyka – oceniłem każdy album osobno.